
jedynym zachwyconym nagłą zmianą klimatu jest mój fikus, który przesiedziawszy rok na półce z książkami zachowywał się jak hibernatus rex a gdym go w te skwary wystawiła na parapet , puścił się w te pędy i przez tydzień wychynął na świat czterema nowymi liściami. niechybnie oszalał z upału. ale mu tego twórczego szaleństwa za złe nie poczytuję. żółty storczyk też się wydawa kontent i też się puszcza , radośnie odkrywając atawistyczne pokrewieństwo z kłączami przodków wyrwanych siłą przez konkwistadorów z parnej amazońskiej dżungli. biorąc przykład z domowej flory i ja puszczę. zimną wodę do wanny. i zlegnę tam do rana. preferowałabym zamrażalnik, ale tam zmieściłabym się dopiero po dokładnym zmiksowaniu moim wszechmogącym blenderem. zresztą i tak pierwszeństwo mają mrożone podgrzybki , ciasto francuskie i filety rybne.jestem więc, po waziwach i półtuszach z flądry najostatniejszym pretendentem do tronu królowej zamrażalnika. o lepki losie, okrutny jak Vincento Osculati !
b.