piątek, 30 stycznia 2009
w delcie jangcy
b.
ps. nie mam pryszczy :( trochę się martwię.
wtorek, 27 stycznia 2009
No to co
b.
piątek, 23 stycznia 2009
szewski piątek
b.
środa, 21 stycznia 2009
minimalmengelschmierungsnebel
ostatnimi czasy param się lekutko humanizacją nastolatków. uf. kwietniowy egzamin humanistyczny wisi bowiem nad nami jak miecz dakomlesa. oj taka tam malusia literówka. po korkach z marianem znacznie poszerzam otwartość na styl i wolność słowa. zwłaszcza słowa pisanego par excellence. hasło rozprawka skutecznie niweczy moje kilkunastoletnie starania bycia ciotką de best of de best of de best. po rozprawce jestem katem i od zrzucenia mnie ze schodów dzieli mnie tylko cienki, siwy włos. fatalny rozjazd priorytetowej sympatii. podczas gdy ja preferuje proste i złożone składanie zdań logicznie powiązanych, marian kontestuje sens rozwijania kilkuliterowych skrótów w tożsamą treść ubraną w epitety nadrzędnie złożone. mój zachwyt nad egzaminami każe mi zweryfikować poziom wykształcenia. plasuję się bowiem raczej w średniej gimnazjalnej, o ile nie padają pytania o daty. hm. maturę z polaka oblałabym for siur koncertowo.
ale my tu, ja tu, pitu pitu o pozornej ważkości zdarzeń świata tego a tu nam się ulęgły imieniny co mieć powinny stosowną oprawę i rangę. ostawiwszy więc na lewym boku sprawy miałksze śpieszę padając do nóg mojej alasce i ściskając w kibici babę jagę z koszem serdeczności. a niech Wam się !
b.
piątek, 16 stycznia 2009
podsłuchane jednym okiem
scenka pierwsza:
podchodzi pewien pan, wysoki do pewnej pani niziutkiej i strzelając cholewami zakrzykuje głośnym półszeptem
- stowarzyszenie nosicieli idiotycznych czapek wita w swoim gronie
niziutka pani zadzierając główkę rysuje w powietrzu wzrokiem znak zapytania, acz nie ucieka, z czego wnoszę, że osobnika wysokiego zna co bądź.
pan wysoki ekspresyjnie machając rękoma wokół głowy pani niziutkiej kontynuuje:
- masz potwornie ohydną czapkę, nie mogę się na nią patrzeć. wyglądasz jakbyś przed chwilą wychynęła z trumny
niziutka pani chichocze i kurtuazyjnie przytakując zdziera czapkę mówiąc
– och, jak ty pięknie to powiedziałeś i odchodzą w półki z chemią gospodarczą wysoki pan i pani niziutka.
scenka druga:
przy kasie z impetem pewna młoda pani wyrzuca na ladę góry artykułów. twarz ma zaciętą , błyskawice trzaskają w powietrzu. obok stoi młodzieniec, wierna kopia pani młodej , tylko z zen na twarzy i tryska radością.
- a czemuż to matko taka jesteś trochę wkurzona, matko ma czemu?
pani młoda szarpiąc natkę odparowuje zmrożonym wibrato
- w szkole byłam, ty ..., trzy godziny
- w szkole mama była? - pyta zaciekawiony młodzieniec - ale po co mamunia w szkole i to tak długo?
- wywiadówka twoja była, ty ... – powietrze kumuluje wyładowania elektryczne
- i po co mamunia aż trzy godziny, ja tam tak długo nigdy nie przebywam
mamunia wzrokiem zakłada synkowi pętlę na szyje i przydusza wirtualnie kolanem
- eeee, mamunia, mamunia się nie denerwuje, bardzo kocham mamunie – i rzuca się młodzieniec do całowania matki nad siatką ziemniaków
- poszedł, śmierdzielu, nie całuj mnie ty ... obrusza się mamunia zamachnąwszy się paletą z trzydziestoma jajami
i tak gaworząc odchodzą w tarchomiński mrok.
tymczasem ja w moim nie ulubionym sklepie wyśledziłam o to:

czegóż to moja siostra dla sławy nie zrobi, no doprawdy.
b.
czwartek, 15 stycznia 2009
intermezzo
poniedziałek, 12 stycznia 2009
bezdroża literatury

czy też inne opętanie. ale nabyłam sobie o, to :

muszę się na chwilę uwolnić od prozy Dehnela jakimś radykalnym cięciem, bo inaczej nie wyjdę z podszytego zachwytem stuporu.
sobota, 10 stycznia 2009
desperacja czytelnicza on
a gdybym miała drugi fotel, przytroczyłabym do niego Antoniego Liberę, który po „Madam” nie raczył napisać żadnej książki. doprawdy czyste marnotrawstwo talentu. a. najwyżej go przytroczę do pufy. będę karmić bigosem i owocami morza. i niech chłopak pisze na allacha, bo inaczej mu coś utnę albo wyrżnę nerkę, z jedną można żyć, więc pisać tym bardziej.
albo wyjdę za Liberę i usynowię Dehnela. zostanę toksyczną żoną i matką, szantażując uczuciowo wymogę na nich kolejne książki. za każdą nienapisaną stronę popadać będę w histeryczną epilepsję, będę przypalać zupę i przestanę golić łydki, którymi będę epatować społeczeństwo stojąc z przysposobionym mężem w kolejce po podroby.
tymczasem idę czytać. na zakładce wołami oraz czarnym markerem wykaligrafowałam „rymember, tylko j-e-d-n-a strona !!!”
no to pa.
b.
ps.
skończyłam. czytając ryczałam od 349 strony do ostatniej tj. 408 strony. ryczałam nad przemijaniem i fizycznym rozpadaniem na atomy postaci babci Heleny, jej filiżanek, obrazów i myśli, ryczałam nad doświadczaniem przez Jacusia przemijania fizycznego i historycznego, rozpaczałam także last but not least nad sobą w dwójnasób, raz, że i ja będę musiała być także świadkiem jakiegoś rozpadu, czyjegoś gaśnięcia , świadkiem odchodzenia nie tylko ze świata ale i od siebie samego, dwa, że i ja kiedyś będę odchodzić, niekoniecznie mile i ładnie przemijając, że być może zostanie mnie we mnie tyle co kot napłakał do starej spękanej miseczki. i czy ktoś wtedy, obłaskawiając cierpliwie moją demencję przykryje mi nogi moim własnym pledem, nie zaś pledem dyżurnym domu radosnej starości „złota reneta”.
...„Lala” nie była pisania jako powieść mainstreamowa, gdybym chciał robić coś mainstreamowego, to pisałbym coś na kształt tekstów Janusza L. Wiśniewskiego czy Grocholi, co, powiedzmy sobie szczerze, nie stwarza jakichś szczególnych problemów literackich nawet średnio inteligentnemu człowiekowi. ...JD.
Po przeczytaniu „Lali” nawet przez chwilę nie pomyślałam, że ta wypowiedź jest zadufana i gburowata.
Już się martwiłam, co ja będę czytać po Dehnelu, na szczęście mój kolejny faworyt, Ota Filip, zechciał napisać, bez wiązania do fotela, kolejną książkę „Sąsiedzi i ci inni”. No to idę do księgarni :)
b.
czwartek, 8 stycznia 2009
gaudeamus camelus
macie jakąś ideę, jaki kierunek powinnam obrać (poza kierunkiem tapczan, który jest u mnie priorytetowy for ewer) ?
b.
wtorek, 6 stycznia 2009
Trzej Królowie z AGD
b.
ps.
a wiecie co dziś znalazłam na szybie (okiennej , nie naftowym) - OD WEWNąTRZ !?! - mróz ! taki pienkny, w kształcie karbowanych gałązek paprotki strzępiastej, taki bajkowy - telewizyjny wręcz. mróz mi pomalował szyby od wewnątrz. i bynajmniej nie było to wewnętrze samochodu , o nie ! to było wewnętrze mieszkania. najpierw z niewiary uszczypałam się w dyndający podbródek a potem sinym palcem skrobnęłam srebrny wzorek. no zupełnie jak w wiejskiej chacie na podlasiu pod lasem rodem z początków ubiegłego stulecia. chyba jednak użyję wacików i skocza. w skrajnej sytuacji (minus30) odkręce kaloryfer i łeb urwę hydrze, tj. tfu pokonam mróz w myśl zasady kto temperaturą wojuje ten od temperatury ginie.
b.
sobota, 3 stycznia 2009
biing (g)older
b.
ps.
byli u mnie derwisze ;)
ps.2
nie wiem co mnie bardziej przeraża: wizja mrozu czy wizja pracy. albo wiem, albo wiem. jednak wizja pracy. budzik na 5:30. piątą trzydzieści?!? jeszcze kilka dni temu szłam spać o 6:12. do pracy spakowałam gar wędrującego bigosu dzidka, pudełko owocowej brei marnie imitującej galaretkę, waham się przy naleweczce. zwyczaj subtelnych chlapnięć przed południem może się, szokiem nagłego odstawienia, upomnieć o kultywowanie. jest 20:20 więc chyba już pójdę spać. czy to prawda, że trzech króli nie jest dniem wolnym od ? unmygliś zaiste, unmygliś.
b.
ps.3
pięknie skrzypi pod butami mróz. i pięknie skrzypi moja poliestrowa kapota, nagle po wyjściu na dwór sztywniejąca jak po zalaniu gipsem . w te zimne wieczory siedzimy sobie z farelką na stosie dzianin w najdalszym kącie trzydrzwiowej szafy okutane w pled a ja myślę z otuchą, że może wcale nie trzeba będzie włączać tego drugiego kaloryfera, z którego mam przyznany domiar do uregulowania za ponadplanowe nadużycia w sezonie grzewczym 2007-2008. Skoro przy minus 22 wytrzymałam bez, to resztę zimy też spędzę przy zupełnie wyłączonym kaloryferze i może nawet od czasu do czasu wyjdę z szafy.
b.