





mój biznesplan był generalnie dobry. nie przewidział jednak, że mi, mi , mi -mieszkańcu przywala zamkną kategorycznie wstęp na wał. pod groźbą ciężkich kazamatów. siedzę więc w domu i nadziewam na haczyk białe robaczki. nazaś. gdyby jednak wisła zechciała wystąpić nieco szerzej, niż w 1884. oknem wypuszczę wędzisko i smyrk rybka prosto na patelnię. sąsiedzi, z którymi minęłam się w klatce, zaawizowali gotowość ewakuacyjną i na dowód pokazali dowody w foliowych saszetkach. myślałam, że taki żarcik. ale wyglądali dość zafrapowanie. hm. zaniesę może kawy tym policjantom na wale. jakby co może będę na preferencyjnej liście ewakuantów. hm.
b.
1 komentarz:
ja tam bym rybek z tego rozlewiska nie jadła, bo mogłoby się okazać że nie trzeba zjeść rybki fugu żeby skonać w mękach piekielnych.
alaska
p.s.
lizus
Prześlij komentarz